Chleb za 6 zł. Jak pieniądze dzielą się między sklep, piekarnię i producenta?

Chleb za 6 zł. Jak pieniądze dzielą się między sklep, piekarnię i producenta?

Kiedy kładziesz na sklepową taśmę zwykły bochenek chleba i kasjerka mówi, że płacisz **6 zł**, rzadko zastanawiasz się, jak ta kwota rozprasza się w systemie gospodarczym. Przecież to tylko mąka, woda, odrobina drożdży lub zakwasu i trochę prądu albo gazu. A jednak za tą prostą formą kryje się skomplikowany układ naczyń połączonych, w którym udziały mają rolnici, młynarze, logistycy, właściciele piekarń oraz wielkie sieci handlowe lub osiedlowe sklepiki.

Zanim ziarno trafi do piekarni jako mąka, przechodzi długą drogę. Rolnik musi zebrać pszenicę lub żyto, a ceny tych surowców na giełdach potrafią mocno falować. Jednak największy cios dla producentów pieczywa w ostatnich latach przyniosły **koszty stałe**, w tym drastyczne skoki cen energii elektrycznej i gazu, bez których piece chlebowe po prostu nie mogą funkcjonować. W tradycyjnej strukturze kosztów wytworzenia bochenka, sama mąka i surowce to zazwyczaj zaledwie **30-40%** wartości. Reszta to praca ludzka, utrzymanie hal, amortyzacja potężnych maszyn oraz paliwo do samochodów dostawczych.

Reklama

Gdy bochenek opuszcza bramę piekarni, jego cena hurtowa jest znacznie niższa niż te **6 zł**, które widzisz na etykiecie. Piekarnie rzemieślnicze i mniejsze zakłady często balansują na granicy opłacalności, a ich czysta rentowność wynosi czasem **1-5%**. Dlaczego tak mało? Ponieważ konkurencja na rynku jest bezwzględna, a supermarkety narzucają własne reguły gry. Do tego dochodzi bolesny problem branży piekarniczej, czyli zwroty niesprzedanego pieczywa. Sklepy zamawiają chleb z zapasem, a wszystko, co nie zniknie z półek pod koniec dnia, często wraca do piekarni jako strata, co dodatkowo obcina i tak skromne marže producentów.

W tej całej układance najwygodniejszą pozycję mają zazwyczaj duże sieci handlowe i dyskonty. To one decydują o ostatecznej marży detalicznej. W handlu wielkopowierzchniowym marża na podstawowych artykułach żywnościowych oscyluje zazwyczaj w granicach **20-25%**, choć w przypadku pieczywa bywa traktowana jako produkt generujący tzw. ruch w sklepie. Supermarkety potrafią sprzedawać tani chleb niemal bez zysku lub nawet na minimalnej stracie, byle tylko przyciągnąć klienta, który obok bochenka wrzuci do koszyka droższe produkty z wysoką marżą. Zupełnie inaczej wygląda to w mniejszych, osiedlowych sklepach, które kupują pieczywo w mniejszych ilościach i muszą doliczyć swoją marżę rzędu **25-35%**, aby pokryć lokalny czynsz, opłacić pracownika i utrzymać biznes na powierzchni.

Jak zatem dzielą się te poszczególne **6 zł**? Uogólniając rynkowe realia, mniej więcej **2 do 2,5 zł** zostaje w sklepie w formie marży handlowej i pokrycia kosztów placówki. Kolejne **2,5 do 3 zł** to koszty samej piekarni – od zakupu mąki, przez opłacenie piekarzy, aż po paliwo i energię. Z tej kwoty czysty zysk producenta to często zaledwie kilkanaście groszy. Reszta z 6-złotowej kwoty to podatek VAT na pieczywo, który wynosi obecnie **5%**, czyli w tym przypadku około **30 groszy** trafia bezpośrednio do statecznego budżetu państwa.

Reklama

Kiedy następnym razem sięgniesz po chleb, warto pamiętać, że niska cena w dyskoncie często oznacza ogromną presję wywieraną na mniejsze piekarnie, które muszą ciągnąć koszty w dół. Płacąc w osiedlowym sklepie nieco więcej, finansujesz nie tylko sam produkt, ale też cały łańcuch lokalnych firm, które próbują przetrwać w realiach rosnących kosztów pracy i energii.

KATEGORIE
TAGI
Udostępnij to

Komentarze

Wordpress (0)
Disqus ( )