
Kiedy łóżeczko staje się pułapką. Nowy raport UOKiK o akcesoriach dla dzieci
Wybór wyprawki dla malucha przypomina czasem saperkę na polu minowym. Wydajesz pieniądze w sklepie, ufasz markom, które ładnie reklamują się w mediach społecznościowych, a potem okazuje się, że bezpieczne łóżeczko czy niewinna zawieszka do smoczka mogą zagrażać zdrowiu dziecka. Najnowsze dane opublikowane przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów oraz Inspekcję Handlową pokazują, że problem wcale nie jest marginalny.
Inspektorzy wzięli pod lupę asortyment dla najmłodszych w okresie od kwietnia do czerwca 2026 roku. Sprawdzono między innymi 12 modeli łóżeczek dziecięcych, w tym popularne wersje turystyczne, które trafiają do tysięcy polskich domów. Wyniki laboratoryjnych testów mogą zaskoczyć. Wychodzi na to, że aż siedem modeli miało wady konstrukcyjne, a w przypadku czterech z nich sytuacja była na tyle poważna, że mówimy o istotnym zagrożeniu dla maluchów.
Co konkretnie poszło nie tak? Laboratoria wykazały usterki, które w codziennym użytkowaniu mogą skończyć się tragicznie. W niektórych łóżeczkach odległości między szczebelkami były źle dobrane, co stwarza ryzyko zakleszczenia głowy dziecka. Trafiły się też modele, w których szczebel pękał pod zwykłym obciążeniem albo z listew dna sterczały drzazgi. Czasami zawodziła stabilność całej konstrukcji – jeden z badanych produktów potrafił przewrócić się, gdy maluch mocniej naparł na bok. Poważne zastrzeżenia wzbudziły też mechanizmy regulacji wysokości dna. W niektórych łóżeczkach dno mogło niespodziewanie opaść razem z dzieckiem, bo brakowało solidnej blokady zabezpieczającej.
Oberwało się również drobnym akcesoriom. Na 17 badanych modeli smoczków i zawieszek do nich, UOKiK zakwestionował dwie zawieszki. Powód? Były za długie, zbyt cienkie lub miały miniaturowe koraliki, co stwarza bezpośrednie ryzyko zadławienia lub uduszenia.
Państwowe instytucje nie zamierzają odpuszczać producentom, którzy oszczędzają na bezpieczeństwie. Wobec podmiotów odpowiedzialnych za wadliwe łóżeczka wszczęto postępowania administracyjne, które mogą skutkować karami sięgającymi nawet 1 miliona złotych. Dla rynku to potężny sygnał ostrzegawczy, a dla rodziców dowód na to, że nawet drogi sprzęt warto dokładnie sprawdzać i czytać niezależne raporty przed zakupem.
Źródło: www.fxmag.pl

