
Jedna kanapka na stacji, kilka różnych marż. Gdzie znika różnica?
Kiedy stoisz przy kasie na stacji paliw, trzymając w ręku trójkątną kanapkę z kurczakiem albo panini, cena potrafi czasem zaskoczyć. Płacisz kilkanaście złotych za kawałek pieczywa, kilka plasterków wędliny, odrobinę sosu i liść sałaty. W tym momencie w głowie pojawia się proste pytanie: ile to tak naprawdę kosztuje w produkcji i dlaczego końcowa kwota na etykiecie jest tak wysoka?
Odpowiedź nie kryje się w jednym miejscu, bo po drodze do kasy ta sama kanapka przechodzi przez gęstą sieć kosztów, logistyki i różnych poziomów marż. Zanim jednak przejdziemy do samego jedzenia, spójrzmy na szerszy kontekst ekonomiczny całego sektora paliwowego. Wielu kierowców żyje w przekonaniu, że właściciele stacji bogacą się głównie na sprzedaży benzyny i oleju napędowego. Statystyki branżowe pokazują jednak zupełnie coś innego. Marża detaliczna ze sprzedaży paliw bywa niezwykle niska i w skrajnych okresach potrafi oscylować w granicach zaledwie kilku groszy na litrze, spadając czasem wręcz do zera.
W praktyce tradycyjna stacja benzynowa działa dziś jak zaawansowane centrum handlowo-usługowe, gdzie paliwo pełni rolę głównego wabika przyciągającego klientów. Prawdziwe pieniądze zarabia się na tym, co znajduje się wewnątrz budynku – na kawie, przekąskach i właśnie na takich produktach jak gotowe kanapki. I tu dochodzimy do sedna sprawy, czyli struktury marż w segmencie gastronomicznym.
Warto najpierw oddzielić pojęcie marży od narzutu, bo w handlu i gastronomii te dwa słowa są często mylone. Narzut liczy się od ceny zakupu towaru, natomiast marża to procentowy udział zysku brutto w ostatecznej cenie sprzedaży. W branży gastronomicznej funkcjonuje też pojęcie tak zwanego food costu, czyli kosztu samych surowców użytych do przygotowania potrawy. W przypadku kanapek produkowanych na masową skalę dla sieci paliwowych koszty te są relatywnie niskie ze względu na efekt skali. Producent spożywczy dostarcza gotowe produkty w setkach tysięcy sztuk, co mocno zbija jednostkowy koszt bułki czy wędliny.
Gdzie zatem znika cała różnica między tanim wsadem a drogą kanapką? Pierwszym przystankiem jest logistyka i dystrybucja. Dostarczenie świeżej żywności o krótkim terminie ważności do setek rozproszonych po całym kraju placówek wymaga specjalistycznego transportu chłodniczego oraz precyzyjnego zarządzania zwrotami. Przeterminowana kanapka musi zostać zutylizowana, a koszt tego ryzyka wlicza się w cenę każdego sprzedanego egzemplarza.
Kolejnym elementem układanki jest marża narzucana przez samą sieć paliwową lub operatora logistycznego, a na końcu przez konkretnego franczyzobiorcę prowadzącego stację. Trzeba pamiętać, że utrzymanie nowoczesnej stacji generuje potężne koszty stałe. Wysokie rachunki za prąd niezbędny do zasilania lodówek, profesjonalnych pieców do podgrzewania panini i ekspresów do kawy, a do tego czynsze, systemy kasowe oraz pensje pracowników pracujących w systemie całodobowym – to wszystko musi się sfinansować z marży nakładanej na produkty pozapaliwowe.
Ostateczna cena kanapki na stacji zawiera w sobie również podatek VAT, który w przypadku gotowych przekąsek gastronomicznych wynosi zazwyczaj 8%. Gdy podsumujemy koszty produkcji, dystrybucji, skomplikowanej logistyki chłodniczej, marże pośredników oraz koszty operacyjne samej placówki, okaże się, że ta przysłowiowa różnica nie znika w kieszeni jednego cwanego przedsiębiorcy. Rozpływa się na każdym etapie długiego łańcucha dostaw, który sprawia, że świeża kanapka czeka na Ciebie w środku nocy w środku niczego.

